
Już od pierwszego roku studiów zastanawiałam się nad programem "Au Pair". Mam dwie przyjaciółki, które w nim uczestniczyły. Gdy opowiadały o swoich doświadczeniach, czasami zaczynałam marzyć, aby takie wspomnienia stały się także moim udziałem.
Zawsze uwielbiałam podróżowanie, ale nie chodziło mi nigdy o "standardowe zwiedzanie", lecz przede wszystkim o interakcję z ludźmi i kulturą odwiedzanych miejsc. Zdawałam też sobie sprawę, że nic nie jest w stanie
tak wpłynąć na mój poziom języka angielskiego, jak bezpośrednie, codzienne kontakty z "native speakers". Poczułam wreszcie, że nadchodzi czas, aby spełnić najbardziej śmiałe marzenia i osobiście doświadczyć Ameryki, tego słynnego, specyficznego stylu życia, klimatu i różnorodności kulturowej (zwanej niekiedy "the American melting pot").
Wahałam się długo i skrupulatnie szukałam najbardziej bezpiecznej agencji, aby mieć pewność, że jestem w dobrych rękach. Na szczęście znałam kilka osób, które brały udział w programach AIFS. Ich opinie przekonały mnie, aby wyjechać właśnie z tą organizacją.
Spotkałam
się więc z konsultantką, i... wszystko poszło naprawdę bardzo
szybko!
Zebrałam dokumenty, odbyłam rozmowę konsultacyjną w języku
angielskim i zaczęłam
kontaktować się z rodzinami,
które były zainteresowane moją aplikacją. Było to kilka rodzin,
z którymi
korespondowałam drogą elektroniczną. Z niektórymi również
rozmawiałam przez telefon. Były to rodziny
z różnych części USA, z różną liczbą dzieci oraz
oczekiwaniami.Na szczęście moja konsultantka dobrze przygotowała mnie do tych rozmów, dlatego wiedziałam, o co pytać. W końcu zdecydowałam się na rodzinę Lange z Kalifornii, z dwójką uroczych dzieci – Zackiem (5) i Cassie (3). Mieszkają nieopodal San Francisco. Są rodziną bardzo aktywną i otwartą na świat, a jak się okazało, gościli już wcześniej dziewczęta z programu wymiany kulturalnej.
Wyjazd
Miesiąc
później byłam już w samolocie
do Nowego Jorku, pełna obaw, ale jednocześnie radosna
i podekscytowana. Wraz z innymi au pair zostałam
odebrana z lotniska, po
czym pojechaliśmy do Stamford, gdzie odbyło się czterodniowe szkolenie.
Poznałam tam wiele dziewcząt z całego świata! Szkolenie było
fantastyczne, doskonale przygotowane, profesjonalnie lecz z humorem!
Zaprezentowano nam bardzo skrupulatnie zasady programu, przedstawiono kulturę Amerykanów, metody wychowawcze, zasady pierwszej pomocy i wiele innych bezcennych informacji. Był też czas na zawieranie przyjaźni, zakupy oraz zwiedzanie Nowego Jorku! To miasto naprawdę potrafi oszołomić. Mnie najbardziej zachwyciło nocą. Poza tym, mimo niewiarygodnego tłumu, nowojorczycy są niezwykle przyjaźni i uśmiechnięci.
Po szkoleniu odwieziono nas na
lotnisko, skąd udałam się
wraz z innymi dziewczętami do Kalifornii. Przyznam, że
niepokoiłam się
trochę, zastanawiając się "jak to będzie naprawdę", jednak cały
mój niepokój zniknął, gdy zobaczyłam na lotnisku Ginę – moją "host
mother", która ściskając mnie czule powiedziała: dobrze, że jesteś. W
domu, mimo bardzo późnej godziny, poczęstowano mnie specjalnie dla
mnie przygotowanymi ciasteczkami i mlekiem, a potem
dano mi
się wyspać i odpocząć po podróży w moim ślicznym
pokoju. Rano
poznałam resztę rodziny. Dzieci były bardzo przejęte, chciały mi
wszystko
pokazać i opowiedzieć. Już wiedziałam, że szybko się
zaprzyjaźnimy.
Najbardziej bałam
się, że będę miała problem w komunikowaniu się moim jeszcze
słabym
angielskim, ale wbrew wszelkim obawom szybko przekonałam się, że
Amerykanie są
zachwyceni, że w ogóle
próbuje się rozmawiać w ich języku. Poza tym bardzo szybko
przełamałam
swoje obawy i każdego dnia było coraz
lepiej.Następnego dnia pokazano mi dom, okolicę oraz zaznajomiono z moimi obowiązkami. Była też przejażdżka
samochodem, abym oswoiła się z automatyczną skrzynią biegów ;-)
Najważniejsze
rzeczy zapisałam sobie, ale wkrótce nie miałam już żadnych wątpliwości,
co i jak
mam robić. Zaraz po przyjeździe skontaktowała się ze mną moją opiekunka
(Community Counsellor) zapraszając na comiesięczne spotkanie wszystkich
au pair
z naszego okręgu. Po kilku dniach od mojego przyjazdu
odwiedziła mnie
osobiście, aby się upewnić, że mam się dobrze i niczego mi nie
brakuje. Ponieważ poinformowała wszystkie au pair w okolicy, że właśnie przyjechałam – otrzymałam wiele maili i telefonów od innych au pair, dzięki czemu już od początku nie czułam się samotna!
"Zwykły" dzień pracy
Niezwykle istotne były dla mnie kontakty z innymi au pair, które poznałam już pierwszego dnia podczas spaceru z dziećmi w parku. To wspaniałe, jak au pair wspierają się nawzajem! Jest to bardzo solidarna międzynarodowa grupa.Dzięki niemalże codziennym kontaktom z dziewczętami mogłam rozwiać swoje wątpliwości, zapytać o najbardziej nurtujące mnie sprawy i poradzić się w sprawie dzieci, szkoły czy też innych spraw codziennych.
Każda au pair miała inny plan dnia. Szybko przekonałam się jednak, że najlepszy był plan "sztywny", dzięki czemu dzieci dokładnie wiedziały, co będziemy robić i nic nie było dla nich niespodzianką, na co mogłyby reagować nieprzychylnie.
Ja
rozpoczynałam swój dzień o 7
rano, przygotowując dla dzieci śniadanie i lunch dla Zacka do
szkoły.
Szybko zorientowałam się, co lubią najbardziej i starałam się
przygotować to, nad czym nie będą grymasiły. Zazwyczaj były to bardzo
proste
dania, jak ulubiona owsianka dla Cassie czy kanapka z masłem
orzechowym i dżemem dla Zacka. Następnie pomagałam im
w ubieraniu
się i porannej toalecie. Razem jechaliśmy odwieźć Zacka do
szkoły,
a następnie na zajęcia dodatkowe dla Cassie, takie jak balet
czy
muzykę. Był także czas na ulubione przez nią spotkania z innymi
dziećmi w jej wieku, tzw. "playdates". w tym czasie
z kolei zajmowałam się uporządkowaniem dziecięcych pokoi
i przygotowaniem
lunchu, który jedliśmy razem, gdy Zacky wracał ze szkoły. Dwa razy
w tygodniu
robiłam też pranie dziecięcych ubranek.Po lunchu był czas dla Cassie na drzemkę, a my z Zackiem odrabialiśmy lekcje.
A potem już tylko czas na zabawę lub zajęcia dodatkowe, które odbywały się kilka razy w tygodniu, jak np. taekwondo czy piłka nożna.
Moje dzieci
najbardziej lubiły wycieczki, poza tym Zacky uwielbiał rysować,
a Cassie - bawić się w ogrodzie
(myślę, że sama błyskawicznie zorientujesz się, co lubią Twoje dzieci
i dzięki
temu nie będziesz miała problemu z ustaleniem im planu zajęć).
Mając plan dokładnie wiesz, co danego dnia będziesz robić. My w poniedziałki po szkole zawsze jedliśmy lunch w parku, gdyż dzieci uwielbiały pikniki, a potem jechaliśmy do biblioteki. Pamiętaj, że dzięki rutynie zawsze jest mniej stresu - zarówno dla Ciebie, jak i dzieci.
Gdy mieliśmy bardziej luźny plan zajęć, organizowałam dla dzieci większe wyprawy, jak wizyta w ZOO czy muzeum dla dzieci. Uwielbialiśmy również wycieczki do lasu, wyjścia na małe górskie przechadzki, lub też na basen, plażę, albo zwiedzanie okolicznych atrakcji turystycznych. Wszystko zależy od Twojej kreatywności i wyobraźni! Starałam się, aby łączyć przyjemne z pożytecznym i dzięki temu sama miałam wiele radości i przygód organizując dzieciom aktywnie czas.
Tak naprawdę niewiele Cię ogranicza!
Większość au pair posiada nieograniczony dostęp do samochodu, co bardzo ułatwia życie i pozwala Tobie tym ciekawiej planować Twój czas wolny.
Mój dzień
pracy kończył się wraz z powrotem
rodziców do domu i rodzinnym obiadem, który zawsze był pełen
radosnych
relacji z dnia dzieci oraz czasem, gdy mogliśmy po prostu
spędzić go
razem i porozmawiać. To, jak spędzasz wieczory, zależy również od Ciebie!
Mój wieczór zazwyczaj był bardzo aktywny. Starałam się spotykać z przyjaciółmi, chodziliśmy razem do kina, na zakupy, na łyżwy, odwiedzaliśmy ulubioną kawiarnię, graliśmy w UNO czy też wspinaliśmy się na okoliczne górki. Zawsze było mnóstwo pomysłów. Nie pamiętam takiego dnia, w którym nudziłabym się. Poza tym, wieczorami miałam również szkołę, starałam się chodzić na basem, siłownię czy też jeździć na rowerze. Wszystko zależy od Twoich upodobań. Czasem wolałam też zostać w domu i poczytać, albo skontaktować się z rodziną i przyjaciółmi z Polski.
Mogłam też spędzać czas z moją "host
family". Zawsze byłam
mile widziana we wszystkich rodzinnych wydarzeniach. Razem jeździliśmy
na
zakupy, na wycieczki, do siłowni, czy restauracji. Byliśmy też razem na
wakacjach w San Diego i Los Angeles! Miałam wtedy
okazję
pierwszy raz nurkować i spróbować swoich sił na nartach
wodnych. Było
wspaniale!Weekendy
Weekendy w moich wspomnieniach to zdecydowanie najlepszy czas!Już z dużym wyprzedzeniem planowałam je razem z przyjaciółmi. Dzięki temu udało mi się zwiedzić okolicę i przeżyć niesamowite przygody.
Odwiedziliśmy
miedzy innymi Los Angeles, wielokrotnie San Francisco,
słynną Napa Valley, Yosemite National Park, Santa Cruz
i Portland.
Byliśmy na kampingu w Big Sur, zwiedzając wschodnie wybrzeże
trasą nr
1. Poza tym, przeżyłam wówczas najbardziej niezwykłą przygodę mojego
życia –
skok ze spadochronem. Ale to jeszcze nie wszystko! Ameryka
w każdej
swojej części ma mnóstwo niesamowitych miejsc, których odpowiedników nie ma nigdzie w Europie.
Do dziś z uśmiechem wspominam wizytę w pakistańskiej restauracji, w której odważyłam się spróbować dań, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Rozkochałam się też w sushi i wszechobecnym meksykańskim jedzeniu.
Przejechałam Golden Gate Bridge rowerem, opalałam się na Long Beach w Los Angeles oraz zwiedzałam najwspanialsze muzea świata, jak np. Moma, The Young w San Francisco.
Jednak to nie
jest koniec atrakcji, które można sobie zapewnić. Wszystko zależy od
preferencji!
Można świetnie się bawić w klubach, które są niemalże wszędzie
i proponują
wszelakiego rodzaju muzykę. Można robić zakupy czy tez odwiedzać słynne
kawiarnie, które dla amerykanów są niemalże punktem obowiązkowym każdego
dnia... do tego stopnia, że potrafią się tam rano zjawić jeszcze
w piżamie!Znam au pair, które za punkt honoru postawiły sobie odwiedzenie jak największej ilości restauracji z całego świata.
Restauracje, ubrania i sprzęt elektroniczny są w USA dużo tańsze i dostępne w szerszym asortymencie niż w Polsce. Poza tym Twoje kieszonkowe możesz zainwestować w co tylko zechcesz. Niemalże wszystkie Twoje codzienne wydatki na utrzymanie opłaca rodzina goszcząca. Zakwaterowanie i wyżywienie masz zagwarantowane w ramach programu.
Tylko od Ciebie zależy, jak zagospodarujesz swój czas wolny!
Dzięki temu, że miałam dostęp do samochodu, mogłam robić to, co lubię i znaleźć ważne dla mnie miejsca - jak na przykład kościół katolicki, polską bibliotekę, czy też dojechać na spotkania młodych Polaków mieszkających w USA.
2 tygodnie wakacji
Dzięki temu, że bilety lotnicze są w USA relatywnie tanie, można zobaczyć inne stany, polecieć np. na Hawaje, Alaskę czy do Teksasu, zobaczyć Chicago, NYC czy Waszyngton.
Moje dwa tygodnie wakacji wykorzystałam na
szczegółowo
zaplanowaną podróż po Kalifornii, Nevadzie, Arizonie i Utah,
i to...
wraz z moją własną rodziną, która przyleciała mnie odwiedzić
z Polski. Podczas tej
niezwykłej przygody pokonaliśmy ponad 5000 km, zwiedzając takie perełki
jak:
północną Kalifornię, San Francisco, Park Narodowy Joshua Tree, Los
Angeles,
Palm Springs, Grand Canyon, Las Vegas, Dolinę Śmierci i wiele
innych
zapierających dech w piersiach miejsc.Żadne zdjęcia czy filmy nie są w stanie oddać tego, co przeżywa się widząc te cuda natury i słynne metropolie na żywo. To, jakie wiążą się z tym emocje, jest nieprawdopodobne i niezapomniane.
Podróżowanie, poznawanie nowych lądów, kultur i ludzi z całego świata ma niezwykły wpływ na osobowość. Sprawia, że człowiek zmienia podejście do życia. Poza tym wciąż pragnie odkrywać coś nowego i marzy o kolejnych podróżach.
Wspaniałą rozrywkę zapewniło nam Los Angeles, gdzie mogliśmy zobaczyć na własne oczy, czym jest fabryka marzeń, sfotografować się w Alei Gwiazd, zobaczyć Hollywood czy Beverly Hills oraz spędzić cały dzień na szaleństwach w Disneylandzie!
Niezapomniane jest doświadczenie 46-stopniowego
upału
w Dolinie Śmierci, przejechanie się słynną "Route 66"
(historyczną autostradą USA) czy odwiedzenie opuszczonego miasta Calico,
gdzie
czas zatrzymał się na przełomie XIX i XX
wieku.Nie do opowiedzenia są wrażenia z pobytu na terytorium Indian Navajo, gdzie mogliśmy spotkać prawdziwych Indian, poznać ich kulturę i skosztować ich narodowych potraw.
Zachód słońca w Santa Monica, czy też podczas przemierzania zachodniego wybrzeża tuż przy oceanie, podczas jazdy słynną trasą numer 1, to najbardziej bajkowe widoki, jakie kiedykolwiek widziałam.
Wciąż powraca do mnie moment, gdy po
5-godzinnej jeździe
samochodem dotarliśmy do Wielkiego
Kanionu. Wysiedliśmy na pierwszym postoju i po prostu
oniemieliśmy
z zachwytu. Jest to tak niewiarygodne miejsce. Staliśmy
wpatrzeni
w dal, bez słowa kontemplując to miejsce i czas. Już
wtedy
zdałam sobie sprawę, że bez względu na dalszą część podróży jest to
wyprawa mojego życia!Las Vegas oczarowało nas wszechogarniającą zabawą. To był czas odpoczynku nad hotelowym basenem i nocnej zabawy na słynnej Strip Street.
Turystyka w Ameryce to najlepiej zorganizowane trasy i atrakcje przygotowane niezwykle precyzyjnie, aby uprzyjemnić podróż i dać turyście szansę, aby mógł zobaczyć najpiękniejsze zakątki USA. Byłam oczarowana tym, jak wszystko jest tam doskonale przemyślane.
Na naszej trasie okazywało się, że niemalże za każdym zakrętem jest coś godnego uwagi, coś niesamowitego.
Ludzie w Ameryce są niezwykle pomocni i życzliwi. Gdy słyszą inny akcent lub „łamany” angielski, tym bardziej są przyjaźni i z radością udzielą wszelkiej informacji. Na pewno wyzbędziesz się lęku przed komunikowaniem się w innym języku i sama przekonasz, jak niewiele trzeba, aby przeżyć niezapomnianą przygodę.
Szkoła
To, co jest niezwykle istotne w programie Au Pair in America, to możliwość studiowania tego, o czym zawsze marzyłaś. Dla mnie były to kursy fotografii, które ukończyłam na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley (!), oraz kurs hiszpańskiego na miejscowym college’u.
Moje
doświadczenia z University of
California wiążą się wyłącznie ze wspaniałymi wspomnieniami! To
niesamowite
miejsce, doskonale zorganizowane miasteczko studenckie, kipiące życiem
do
późnej nocy. Zajęcia sportowe i dodatkowe, takie jak gra na
bębnach
czy taniec, odbywają się na zewnątrz, w parkach i na
placach.
Kawiarenki pełne są młodych ludzi i panuje tam fantastyczna
atmosfera.
Zajęcia odbywały się w małych grupach i były bardzo interesujące. Praca polegała zarówno na dyskusji jak i wykorzystaniu najnowocześniejszych technik oraz sprzętu. Marzę od tamtej pory o tym, aby móc dalej studiować w Berkeley!
Przy wyborze szkoły i rejestracji niezwykle pomocni okazali się moi "host parents", którzy pokazali mi oferty okolicznych szkół wyższych oraz pomogli w wyborze zajęć.
Mogłam liczyć również na moją opiekunkę (Community Counsellor), która w każdy mój projekt lub problem była bardzo zaangażowana.
Święta, urodziny etc.
Ameryka często świętuje i to zazwyczaj w spektakularny sposób.Tradycja Świąt Bożego Narodzenia czy Wielkanocy bardzo różni się od naszej polskiej, dlatego każdy holiday season był dla mnie zawsze niezwykle ekscytujący.
Święta Bożego Narodzenia charakteryzują się ogromną górą prezentów, bożonarodzeniowymi piżamami, ciasteczkami, podziwianiem dekoracji domów w sąsiedztwie i tradycyjnym stekiem w samo Boże Narodzenie.
Świętowanie urodzin wiąże się zwykle z birthday party, które odbywa się w domu lub w restauracji. Tradycja nakazuje, aby jubilat nie musiał niczego samodzielnie przygotowywać. Moja host family przygotowała dla mnie przyjęcie w domu, zapraszając moich przyjaciół i przygotowując moje ulubione danie, w tym zwłaszcza ukochane ciasto marchewkowe ;-)
Otrzymałam mnóstwo prezentów i czułam się w tym dniu bardzo wyjątkowa. Wszyscy bardzo się o to postarali. Dzieci przygotowały dla mnie specjalne samodzielnie wykonane kartki urodzinowe. Byłam bardzo wzruszona i szczęśliwa. a tak bardzo bałam się tych moich urodzin… Niepotrzebnie!
Moi przyjaciele dodatkowo przygotowali dla mnie imprezę-niespodziankę i zabrali na moje ukochane sushi.
Poza tym, w ciągu roku
w USA miałam okazję przyjrzeć się, jak wyglądają
z bliska
takie wydarzenia jak Halloween, 4th of July, czy też Święto
Dziękczynienia.Nigdy nie zapomnę Halloween w USA! To niesamowite ile poświęca się czasu i pieniędzy na przygotowania do tego wydarzenia! Bardzo ważnym momentem jest wyprawa całej rodziny na pole dyniowe, gdzie wybiera się odpowiednie okazy, a następnie wycina w nich przeróżne wzory. Niezwykle ważne jest również przygotowanie strojów, które niezbędne są na liczne w owym czasie parties oraz na tradycyjne odwiedzanie sąsiadów z przesłaniem na Halloween: "cukierek albo psikus". Miałam okazję towarzyszyć dzieciom przy tej okazji i było mnóstwo świetnej zabawy! Sama również się przebrałam: za Cruelle de Vil ;-)
Każde z tych szczególnych wydarzeń jest jedyne w swoim rodzaju i pomaga zrozumieć. jak różnie ludzie świętują tak dobrze znane nam święta. Poza tym świętowanie niesie za sobą niezwykłe atrakcje i przeżycia!
Pożegnanie
Kilka miesięcy przed wyjazdem - to burza myśli, czy zostać na kolejny rok, czy wracać do domu. Nie chciałam wierzyć na początku, że Ameryka tak szybko może stać się dla mnie nowym domem - a tak często mówiły o tym inne au pair.Bardzo szybko zaczyna się tam nowe życie, ma się nowych przyjaciół, nowe hobby, ulubione miejsca i zajęcia.
Każda au pair jest żegnana z należnymi honorami.
Moja host
family pożegnała mnie wspaniałym rodzinnym obiadem
i prezentami,
a moi przyjaciele zorganizowali dla mnie przyjęcie, otrzymałam
również
mnóstwo prezentów, mieliśmy wspaniałą zabawę do rana, a na
zakończenie
otrzymałam piękną dużą flagę USA z podpisami
i życzeniami od
wszystkich. Otrzymałam również moją największą pamiątkę – scrapbook, w którym
zawarte są zdjęcia i drobne pamiątki z całego mojego
pobytu
w Ameryce.W ciągu tego roku wydarzyło się tyle, że będzie co wspominać przez wiele, wiele lat!
Mój wyjazd do Polski to trudne pożegnanie: z dziećmi, rodziną i przyjaciółmi. Wiele wzruszeń i wdzięczności za wspólnie spędzony czas. Na szczęście ze wszystkimi bliskimi mi tam osobami mam wciąż kontakt. Gdy zbliżają się święta, kartki świąteczne wysyłam do przeróżnych zakątków świata. Do Kalifornii, RPA, Kostaryki, Niemiec, Kanady, Argentyny, Brazylii... Wierzę, że kiedyś się jeszcze spotkamy a dzięki tym przyjaźniom będę mogła mieć naprawdę egzotyczne wakacje!
13-ty miesiąc…
To bynajmniej nie koniec! Dla mnie bowiem zakończenie przygody w Kalifornii był początkiem nowej przygody – wakacji w Nowym Jorku!Przez kilka dni po zakończeniu programu zostałam jeszcze w Kalifornii, aby pożegnać przyjaciół, pojechać jeszcze raz do ukochanego San Francisco i zobaczyć moje ulubione miejsca, takie jak Point Reyes, plażę w Santa Cruz i Monterey.
W końcu jednak, dzięki pomocy
przyjaciółki, sprawnie
zapakowałam swoje rzeczy i w towarzystwie
najbliższych mi osób pojechałam na lotnisko. Nie obyło się bez łez, ale
przede
mną był upragniony ląd – Nowy Jork! Spędziłam tam prawie 3 tygodnie, poznając wzdłuż i wszerz Manhattan, Long Island i Queens.
Odwiedziłam wszystkie muzea, sfotografowałam niesamowite mosty, wjechałam na Empire State Building oraz zobaczyłam, jak z bliska wygląda Ground Zero.
To miasto jest jedyne w swoim rodzaju i trzeba tam być, aby poczuć tę atmosferę i zobaczyć na żywo, jak gigantyczna jest ta metropolia.
Każdego dnia miałam wypełniony po brzegi plan zwiedzania i okazuje się, że 3 tygodnie to za mało na to, co proponuje NYC!
Zakochałam się w Soho i Chinatown, a Statua Wolności robi piorunujące wrażenie.
Nie wyobrażam sobie być w Ameryce i nie zobaczyć Rockefeller Center czy plaży wschodniego wybrzeża.
Wspominam z utęsknieniem styl życia w USA - pełen zabawy i czasu spędzanego z przyjaciółmi, przygód i fascynujących atrakcji. Międzynarodowe towarzystwo - to bogactwo wiedzy o świecie i różnicach kulturowych oraz mnóstwo interesujących osobowości. Pozwala zrozumieć, że każdy z nas jest inny - i na tym właśnie polega nasza wartość i niepowtarzalność.
Mój rok jako au pair wywarł wpływ na całe moje życie, na wielu bardzo różnych poziomach! Wróciłam bogatsza o doświadczenia, bardziej pewna siebie i samodzielna. Wiem, że mam teraz wiele odwagi i siły, aby spełniać własne marzenia. Moim bezcennym skarbem są przyjaciele z całego świata i wspomnienia, które wciąż wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Przywiozłam mnóstwo pamiątek, ale tą największą są zdjęcia, które przypominają mi niemalże każdy dzień, a każdy dzień w Ameryce to dzień wspaniałych przeżyć i przygód, ale również - prawdziwej szkoły życia. Nauczyłam się od Amerykanów pogody ducha, uśmiechu i większego dystansu do problemów, na które nie mamy wpływu. Ale również większego szacunku do naszej kultury i wartości, które reprezentujemy sobą jako obywatele Europy i Polski.
Jestem dumna, że jestem Polką i sprawiało mi ogromną radość, gdy mogłam podzielić się historią i kulturą naszego kraju. Amerykanie są bardzo otwarci i chcą wiedzieć jak najwięcej o Polsce, która jest dla nich w pewnym sensie krajem egzotycznym.
Jeśli pragniesz, tak jak ja, przygody swojego życia, podróży po pięknej części świata i doświadczenia, czym naprawdę jest Ameryka, to program Au Pair in America jest wprost stworzony dla Ciebie.
Tak niewiele trzeba, aby spełnić marzenia!
Renata
















