Au Pair
Zmiany w sezonie 2012! Dowiedz się więcej o aktualnych cenach i warunkach programu.         *  *  *         Nie czekaj! Przeżyj przygodę życia już w tym roku! Zgłoś się online!         *  *  *         Au Pair in America na Facebooku!

ANIA, 19 - SZCZECIN

"A czy to musi być Ameryka?"

Zdecydowałam się na wyjazd do Ameryki pod koniec drugiej klasy liceum. Znalazłam artykuł o „au pair-kowaniu” w jednym z numerów Cogito i zaczęłam poważnie myśleć o tym, czego tak w ogόle oczekuję od przyszłości. Koledzy i koleżanki opowiadali o coraz to nowych kierunkach studiόw, jakie sobie znaleźli, a ja miałam tylko jedno w głowie: odkryć nowe miejsca, doświadczyć innych kultur, zobaczyć coś niezwykłego. Pewnego dnia, podczas wakacji 2007, decyzja zapadła. “Jadę!” powiedziałam, “i nikt nie może mi powiedzieć, że nie.” Z początku wszyscy sobie myśleli, że to pewnie jakieś kolejne widzimisię 18-letniej Ani, ale ja nie żartowałam i wkrόtce wszyscy się o tym przekonali. Zaczęłam przygotowania do złożenia aplikacji, skontaktowałam się z przedstawicielką Au Pair in America w Szczecinie i pani Asia pomogła mi ogarnąć resztę papierόw, jakie jeszcze czekały na wypełnienie. Zabrałam się także za wyrobienie prawa jazdy, no i oczywiście, gdzieś między tym wszystkim, znalazłam także czas na szkołę (ostatni rok liceum w końcu) i tę wstrętną maturę ;-). Kiedy rodzice zdali sobie sprawę, że ja to tak na poważnie, mama trochę się przestraszyła. “A czy to musi być Ameryka? Nie możesz „au pair-kować” w Niemczech czy Anglii? Musi być tak daleko?” Pytała mnie za każdym razem, kiedy ja miałam nowiny z procesu aplikacji. Im więcej tych pytań mi zadawała, tym pewniejsza byłam, że tak, to musi być Ameryka. Ile razy w życiu człowiek ma okazję zwiedzić inny kontynent? Poza tym, powodem mojego wyjazdu była również niepewność co do kierunku, jaki bym chciała studiować w przyszłości. Nie byłam do końca zdecydowana i nie chciałam zacząć studiόw tylko po to, aby potem je przerywać i zaczynać inne. Roczna przerwa wydawała mi się idealną okazją do odpoczęcia od nauki i stresu szkolnego oraz do dokładnego przemyślenia moich planόw.

Minął rok szkolny, matura, egzamin na prawo jazdy, wszystko już miałam za sobą, aplikacje wysłane i teraz tylko czekałam na odzewy od rodzin. W pierwszym tygodniu dostałam 5 emaili od potencjalnych rodzin, ale niestety nie znalazłam nic, co by mi odpowiadało. Trochę się zestresowałam, ale kolejnego tygodnia dostałam następne 3 zaproszenia do korespondencji. Między nimi znalazłam moją kochaną host family z Michigan i poczułam od zaraz, że nadajemy na tej samej fali. Od tamtego momentu wszystko zaczęło śmigać przed moimi oczami: kupowanie walizek, grille pożegnalne, organizowanie ostatnich detali, no i nieuniknione pożegnania na dworcu. Wtedy właśnie zaczęła się moja Wielka Przygoda.

Czas się przyzwyczaić

Jeszcze nigdy w życiu nie czułam takiej niecierpliwości i podniecenia, jakie mnie ogarnęły w samolocie z Nowego Jorku do Detroit, gdzie miałam w końcu stanąć twarzą w twarz z moją nową rodzinką. Poprzednie 4 dni spędziłam z wieloma innymi au pair w Connecticut na szkoleniu, gdzie dowiedziałam się niezbędnych informacji o amerykańskim stylu życia i zwyczajach. W końcu, przy taśmie, gdzie czekałam na moje walizki, znaleźli mnie! Brandy i Jerry, moi “host parents”, i Henry (wówczas 6-letni), jeden z trojga dzieciaczkόw, ktόrymi, jak się okaże, będę zajmować się przez następne dwa lata! W domu zostałam przywitana przez resztę „bandy Wood-όw”: Claudię i Erica (8 i 4 lata). Czekała także na mnie poprzednia au pair'ka mojej rodziny – Linda z RPA.

Dzieciaki były super! Od razu pokazały mi swoje pokoje i oczywiście mόj własny pokόj, ktόry znajdował się w typowo rozbudowanym amerykańskim „basement” naszego domu. Gdy zobaczyłam na swoich drzwiach ślicznie ozdobioną kartkę z napisem: “Anna’s Room”, bardzo się wzruszyłam. Nie byłam tutaj nawet 30 minut, a już czułam się zupełnie swobodnie i – co najważniejsze – w pełni zaakceptowana. Kolejne dni i tygodnie spędziłam w większości z Lindą, ktόra pokazywała mi dokładnie, co i jak odbywa się w domu Woodόw. Poza tym, w czasie wolnym, zabierała mnie do “shopping mall” i do miasta, gdzie pokazywała mi najciekawsze miejsca do spędzania wolnego czasu. Tyle wrażeń i nowości! Po tym, jak podniecenie i wszystkie nowe emocje trochę opadły, zaczęłam kreować swoją własną rutynę i sposoby na przerόżne zadania, jakie czekały na mnie podczas mojej pracy jako au pair. Życie się uspokoiło i mogłam przyjrzeć się mojemu otoczeniu trochę dokładniej. Wtedy też nadeszła pierwsza fala tęsknoty. Wszystko kojarzyło mi się z domem i rodziną, ktόrą zostawiłam za sobą w Polsce, by mόc odkryć Amerykę dla siebie. Wtedy, w sam czas, na horyzoncie pojawiła się Jayne, nasza “Community Counselor”, i zajęła się mną, tak jak każdą inną au pair w ciągu poprzednich i kolejnych lat. Była niezwykle miła i sympatyczna, pisała do mnie maile i dzwoniła pytając, czy wszystko jest w porządku. Bardzo mi to pomogło. Zapoznała mnie z całą, 30-osobową grupą innych au pair w Ann Arbor, gdzie bardzo szybko znalazłam kilka dziewcząt, ktόre dzieliły moje zainteresowania. Z nimi w przyszłości miałam przeżyć niektόre z moich wielu przygόd w USA.

Praca z dziećmi

Zajmowanie się trόjką małych „potworkόw” w wieku od 4 do 8 lat nie było aż takie łatwe, jak mi się na początku wydawało. Podczas pierwszych miesięcy starałam się zapoznać z nimi i ich małymi charakterkami. Musiałam zawsze sobie powtarzać, że to nie to samo, co pilnowanie kuzynka od czasu do czasu, albo okazyjny baby-sitting w Polsce. Tutaj jest inaczej, bo mieszkasz z nimi i dzielisz wszystko, co masz. Chcesz, żeby cię lubiły, zaakceptowały i Tobie ufały. Poza zaufaniem dzieci oczywiście zależało mi także na uzyskaniu go także od rodzicόw.

Podczas pierwszego roku, większość czasu spędzałam tylko z Erikiem (4 l.). Miałam go 3 pełne dni w tygodniu, resztę czasu spędzał w „pre-school” (odpowiednik naszego przedszkola). Nie było łatwo, muszę przyznać, ale z czasem obydwoje się do siebie przyzwyczailiśmy i wiedzieliśmy dokładnie, jak się ze sobą obchodzić. Claudia i Henry chodzili do szkoły 5 dni w tygodniu, od 8:00 do 16:00, więc spędzałam z nimi ledwie 2 godziny dziennie, zanim Jerry albo Brandy wrócili z pracy. Ponieważ nie spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, co ja i Eric, musiałam starać się dwa razy tyle, aby się z nimi dogadać i ustanowić dobre związki. Rok szkolny jest pełen zajęć, szkolnych i pozaszkolnych, więc nie ma zbyt dużo czasu dla mnie na wymyślanie im dodatkowych atrakcji. Za to w wakacje miałam pełne pole do popisu. Nasza rodzina należy do jednego z wielu Country Clubόw w okolicy, gdzie mamy do dyspozycji odkryty basen, ktόry dzieciaki i ja kochamy. Większość wakacyjnych dni spędziliśmy zatem na zabawie w chłodnej wodzie, wylegiwaniu się na kocach i kolejnych turach szaleństw basenowych. Oprόcz basenu odwiedzaliśmy też inne miejsca. Wybieraliśmy się do zoo, galerii, parkόw i - ulubione zajęcie dzieciakόw - na lody! Poza tym, z całą rodziną wybieraliśmy się w odwiedziny do dziadkόw i nad Wielkie Jeziora, aby spędzić trochę czasu w domku wypoczynkowym.

Podczas moich pierwszych amerykańskich wakacji zdecydowałam się także odwiedzić... Polskę, na dwa tygodnie! Nie byłam świadoma, jak bardzo stęskniłam się za domem, aż do momentu, kiedy na lotnisku zmierzałam w kierunku otwartych ramion mojej mamy. Bardzo dobrze mi zrobiły te dwa tygodnie w domu. Nabrałam nowej energii na kolejny rok z moją „bandą potworkόw” ;-)

Czas wolny – przyjaciele, podrόże i wszystko pomiędzy

Z moją rodzinką trafiłam w dziesiątkę. Są przesympatyczni i w ogόle nie odczuwam faktu, że teoretycznie jestem u nich „zatrudniona”. Znaczną większość weekendόw mam wolną i zawsze mogę liczyć na to, że pożyczą mi samochόd. Mamy trzy samochody na trzech kierowcόw, więc zawsze jest czym się przemieszczać. Razem z resztą au pair korzystałam ze wszystkich atrakcji, jakie moje miasto, Ann Arbor, ma do zaoferowania. Gdy pogoda na to pozwalała, wybierałyśmy się na weekendowe wypady campingowe. Oczywiście zwiedziłam też co ciekawsze miejsca tutaj w stanie Michigan i poza nim. Niedługo po przyjeździe, koleżanki spytały, czy nie chciałabym towarzyszyć im w wyprawie do lunaparku Cedar Point w Ohio. Szczerze mόwiąc, byłam z lekka przerażona, bo jeszcze nie miałam okazji odwiedzić prawdziwego lunaparku z ogromnymi roller coaster'ami i tymi wszystkimi strasznymi wyrzutniami, i czym tam jeszcze... Jednak gdy dotarłyśmy na miejsce, nic nie zostało po moim wstępnym strachu i ruszyłam na podbόj mojego pierwszego (na pewno też nie ostatniego) lunaparku. Po kilku kolejnych miesiącach wybrałam się do Chicago oraz do Toronto w Kanadzie - to dopiero były przygody! Naprawdę niepowtarzalne są chwile, kiedy stoisz w miejscu, ktόre kiedyś gdzieś tam widziałaś w telewizji, na filmie czy w książce. Tak dokładnie się czułam, gdy stałam na brzegu wodospadu Niagara, po kanadyjskiej stronie.

W ciągu mojego drugiego roku udało mi się zaoszczędzić trochę więcej pieniędzy i razem z moją przyjaciόłką Laną z Nowej Zelandii wybrałyśmy się na podbόj Nowego Jorku na własną rękę. Chciałyśmy być zupełnie niezależne, więc nie skorzystałyśmy z usług żadnego biura podrόży, tylko wsiadłyśmy do samolotu i poleciałyśmy do wspaniałego Big Apple. Spędziłyśmy cały tydzień na bieganiu po Manhattanie, Brooklynie i innych dzielnicach tego niezwykłego miasta. Po powrocie z tej wyprawy zaczęłyśmy ponownie oszczędzać, tym razem naszym celem była Kalifornia. Jest tam tyle miejsc wartych zwiedzenia, że nie udałoby się nam wszystkiego zobaczyć na własną rękę, więc tym razem zdecydowałyśmy się na skorzystanie z biura Suntrek, ktόre zaoferowało nam nawet zniżki, z racji tego, że byłyśmy au pair. Nasza wycieczka nie ograniczała się jedynie do stanu Kalifornii. W spisie treści znajdował się także Wielki Kanion w Arizonie, Las Vegas oraz Dolina Śmierci w Nevadzie. Nie muszę chyba przekonywać nikogo, że ten czas spędzony na zachodzie Stanόw jest zdecydowanie niezapomniany i po prostu brak słόw, by opisać piękno widokόw, jakie miałam okazję zobaczyć. Jestem niezwykle zadowolona i usatysfakcjonowana ze wszystkich moich wyjazdόw i wycieczek, krόtkich czy długich, dalekich i bliskich, tu po prostu zawsze znajdzie się coś wartego zobaczenia.



Życie w Ameryce

Zanim przyjechałam, byłam gotowa napotkać wiele rόżnic w stylu bycia i kulturze Amerykanόw, ale nigdy do końca nie mogłam sobie tego wyobrazić. Także po przyjeździe nie mogłam się napatrzeć i nadziwić, jakie to wszystko tu jest inne. Jedzenie, domy, zwyczaje, sąsiedztwa i miasta, wszystko zdecydowanie rόżniło się od tego, co znałam z dobrej, starej Polski. Z początku byłam tym odrobinę poirytowana, nie mogłam za nic zrozumieć, dlaczego oni jedzą chleb tostowy, zamiast normalnego chleba z piekarni (ktόrą, poza tym, znajdziesz tutaj jedynie w supermarketach), albo dlaczego tyle się tutaj pija napojόw gazowanych z puszek aluminiowych. Z czasem zdecydowałam, że zamiast płynąć pod prąd i podważać każdy zwyczaj, powinnam raczej się dostosować. Po to tu przecież przyjechałam. Jak to sobie uświadomiłam, wszystko nagle okazało się o wiele łatwiejsze i nawet zaczęło sprawiać mi przyjemność. I choć, co prawda, od czasu do czasu i tak jeszcze marudzę rodzinie w domu, jak dziwaczni i śmieszni niektόrzy się tu wydają, to w sumie akceptuję i cenię ich za to, kim są.

Amerykańskie święta, takie jak Halloween i Thanksgiving, są jedyną w swoim rodzaju okazją, aby poczuć się prawdziwie jak „naukowiec-etnograf w innym świecie”. Podczas moich pierwszych kontaktόw ze zwyczajami związanymi z tymi specjalnymi dniami, byłam niezwykle zaskoczona, jak dużo one dla Amerykanόw znaczą. Gdy jednak minął już pierwszy szok, sama zupełnie dałam się porwać świątecznym emocjom. Przebierałam się z dzieciakami i chodziłam zbierać słodycze od drzwi do drzwi, a w dzień po Thanksgiving, ktόry nazywa się tu „Black Friday”, razem z koleżanką z Niemiec wybrałam się na największe wyprzedaże całego roku.

Życie w Ameryce jest inne, nietypowe dla nas, obcokrajowcόw, ale najważniejsze jest to, żeby je zaakceptować i korzystać z rόżnic w całej pełni. Mnie się to udało i dzięki temu nigdy nie zapomnę czasu spędzonego w USA.


aktualności...

Zmiany w sezonie 2012!

Więcej...

Dołącz do nas na Facebooku!

Więcej...

Kliknij tutaj, aby zamówić bezpłatną broszurę informacyjną.

Nie było dnia, abym żałowała przyjazdu do USA. Mam wspaniałe wspomnienia! To niezwykła okazja, aby zaprzyjaźnić się z ludźmi z całego świata, podróżować i poznać zupełnie inną kulturę!

Renata, 21, Warszawa