Przygoda, która zmieniła moje życie
Czy wyjechać do USA?
Musiałam od czegoś zacząć. Przede wszystkim od decyzji, czy jestem gotowa na przygodę i jak zniosę rozstanie z rodziną i przyjaciółmi na tak długo. Nie było to łatwe, decyzja dotyczyła nie tylko mnie. Musiałam wziąć pod uwagę nie tylko swoją siłę ducha, ale także uczucia moich bliskich, którzy "stracą" mnie przecież na cały rok.... Dziś jednak wiem, że decyzja była słuszna. Cieszę się z niej bardzo, a po ośmiu miesiącach w Stanach bez wahania zdecydowałam się zostać tu na kolejny rok.
Rozłąka z rodziną i przyjaciółmi
Wydawało mi się, że będzie mi bardzo ciężko rozstać się z rodziną i przyjaciółmi aż na rok. Jednak, gdy dotarłam do mojego nowego domu, zostałam przyjęta w nim z radością i miłością. Uświadomiłam sobie wówczas, że moja nowa rodzina pomoże mi przetrwać czas rozłąki z bliskimi. Pomocnym okazał się również łatwy dostęp do internetu, który umożliwił mi stałe utrzymywanie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi w Polsce. Każdego dnia mogę z nimi rozmawiać. Na początku wydawało mi się, że
przeszkodę stanowić może różnica czasu, ale przecież dla chcącego nie ma nic trudnego. Dziewięć godzin to nie tak dużo - gdy w Stanach jest południe, w Polsce jest godzina 19:00 czy 20:00 - idealny czas, by „złapać” przyjaciół na gadu-gadu bądź skype. Okazało się, że doskonale spełniają swoją rolę również nasza-klasa czy facebook, umożliwiające szybki kontakt, pokazanie zdjęć i dzielenie się wrażeniami na bieżąco.Rodzima kultura
Mimo tysięcy kilometrów, tu na "antypodach" mam nadal kontakt z polską kulturą. Każdego roku organizowane są polskie pikniki przy Saint Maximillian Kolbe Polish Church. Można tu spotkać wielu rodaków oraz skosztować tradycyjnego polskiego jedzenia – bigosu czy kiełbaski z grilla. Nietrudno jest znaleźć europejskie delikatesy z produktami z Polski czy Rosji. Ale największą radość sprawiły mi delicje i nasze ptasie mleczko, za którymi tak bardzo tęskniłam!
Bariera językowa i edukacja
Przyjazd tutaj zdecydowanie pomógł mi w nauce języka angielskiego. Początkowo miałam obawy, że moja znajomość języka nie jest wystarczająca. Ale znikły bardzo szybko. Moja nowa rodzina oraz dzieci zdają sobie doskonale z tego sprawę, są wyrozumiali i pomagają jak mogą. Moim zdaniem edukacja jest ważna w życiu każdego człowieka, a możliwość pójścia do college'u wzmocniła mój pogląd w tej kwestii. Poznałam wielu ciekawych ludzi – studentów, profesorów. W różnym wieku i z różnych krajów. W szkole dostępne są zajęcia języka angielskiego, jak również szeroki wybór kursów, które mogą zainteresować każdego, poczynając od biologii czy historii, a kończąc na fotografii czy sztuce.
Szok kulturowy
Tak jak każdy, kto przyjeżdża po raz pierwszy do Stanów Zjednoczonych, przeżywałam „szok kulturowy”. Pierwszą różnicą, którą nie trudno zauważyć, jest tak zwany „small talk” w sposobie bycia Amerykanów. Amerykanie słyną z niego, jest wszechobecny. Nikogo nie dziwi sytuacja, gdy przypadkowa osoba w sklepie pyta „jak mija dzień?”. Gdziekolwiek się człowiek wybierze, zawsze usłyszy: „How are you?”, „It's
a nice day today”, czy „Have a good day”, itd. Dla nas, Polaków, jest to zdecydowane urozmaicenie. Początkowo było to dla mnie niezręczne i nie wiedziałam, co mam robić w takiej sytuacji, co odpowiadać. Po kilku tygodniach przyzwyczaiłam się i dziś dziwne wydaje mi się, nie zagadnąć osoby stojącej za mną, np. w kolejce w sklepie spożywczym. Nauczyło mnie to otwartości na ludzi, zdecydowanie łatwiej mi jest teraz nawiązywać nowe znajomości. Zagadnięcie kogoś w parku czy w sklepie nie wydaje się już takie straszne, jak w moim kraju. Niewątpliwie amerykański styl życia rodzin, u których mieszkają „au pair”, różni się od naszego, polskiego. Rodzice są wiecznie zajęci, żyją w ciągłym pośpiechu, nie mają czasu na wspólne chwile ze sobą i dziećmi. Jedyny czas spędzany razem to czas podczas kolacji, gdzie dzieci dzielą się z rodzicami swoimi doświadczeniami i wrażeniami z minionego dnia. Dzieci także są całymi dniami zajęte, mają mnóstwo dodatkowych zajęć - piłka nożna, żeglarstwo, czy udział w sztukach teatralnych. Na zabawę mają niezbyt wiele czasu.
Nowa rodzina
W nowym domu zostałam przyjęta z radością. Host-rodzice - Dabney i Peter, chętnie służyli mi pomocą. Pomagali w znalezieniu college'u i zdaniu egzaminu na prawo jazdy. Byli również wyrozumiali, gdy w wyniku niefortunnej wyprawy na rolki złamałam nogę w kostce i nie mogłam chodzić przez kilka tygodni. Dziś Dabney i Peter są częścią mojego życia. Gdy mam problem, zawsze mogę się do nich zwrócić. Dzieci - Alec, Ben i Olivia, przynoszą mi wiele radości. I chociaż czasem bywa smutno, dobre chwile w ich codziennym małym świecie wynagradzają trudności, które my, jako ich opiekunowie, czasami napotykamy. Ich malutki świat pozwala nam odkrywać na nowo zapomniane radości (jak np. nasze ulubione lody z dzieciństwa), czy też beztrosko spędzać czas na zabawie i nie myśleć o problemach dorosłego życia. Dzięki tym doświadczeniom nauczyłam się dostrzegać w życiu jak najwięcej dobrych chwil i cieszyć się z drobiazgów, które przynosi każdy dzień. Chwile spędzone z dziećmi uświadomiły mi, jak ważna jest rodzina i relacje między jej członkami. Zrozumiałam też, jak istotny jest kontakt z moją własną rodziną. Paradoksalnie, mój wyjazd, oddalając mnie od mojej rodziny i rodzeństwa, bardzo mnie do nich zbliżył.

San Diego Downtown
Nowe miasto - nowy świat
San Diego - miejsce niesamowite. Nudzić się tu nie sposób, tak wiele jest do zobaczenia i zrobienia! Do wyboru: plaże - każda inna, każda posiadająca swój indywidualny klimat; parki z mnóstwem atrakcji - a wśród nich ogród botaniczny; muzea, miejsca piknikowe; a w sobotni wieczór - Downtown (czyli centrum miasta), tętniące życiem i radością. Gdy w grę wchodzą zakupy, wystarczy wybrać się do jednego z wielu centrów handlowych. No i do tego lato przez cały rok. A gdy zatęsknię za naszą polską zimą, wystarczy wsiąść w auto. Tylko dwie godziny dzieli nas od gór Cuyamaca. Tam można oddawać się rozkoszom zimowych sportów.

San Diego Downtown at night
Amerykanie
Porównując Amerykanów między sobą, mamy do czynienia z różną mentalnością, w zależności od stanów, w jakich żyją. Kalifornia słynie z otwartych i aktywnych ludzi. Kalifornijczycy nie lubią nudy i monotonii. Amerykanie mieszkający w Minnesocie – są wiecznie uśmiechnięci i cieszący się z każdego dnia, zaś Nowojorczycy – w ciągłym biegu, pracują od rana do wieczora. Jednak wszystkich ich łączy dążenie do celu i wiara, że wszystko jest możliwe.
Przyjaźnie
Moja konsultantka powtarza za każdym razem, gdy się widzimy: „Najważniejsze jest znaleźć tę jedną, najlepszą przyjaciółkę, a wtedy wszystko będzie, jak należy”. Ma rację. Przyjaźnie, które tu zawarłam, są wyjątkowe i niepowtarzalne. Dzięki poznanym tu ludziom poznaję także świat, co w moim kraju jest o wiele trudniejsze. Poszerza to moją wiedzę nie tylko o Stanach Zjednoczonych i tutejszej kulturze, ale również o innych krajach. Choćby z kulturą chińską, z którą przebywam w szkole na co dzień, dzięki moim przyjaźniom! Poznaję tutaj „smaki” świata, w szerokim i przenośnym tego słowa znaczeniu: Chiny, Indonezja, Filipiny, czy choćby nasi europejscy sąsiedzi jak Niemcy czy Hiszpanie - wszyscy przebywamy pod wspólnym "amerykańskim dachem".
Podróże
Zobaczyłam cuda natury - Wielki Kanion i Wodospad Niagara. Wywarły na mnie niesamowite, kolosalne wrażenie. I chociaż nasza Polska jest także piękna, czegoś takiego u nas nie ma. W trakcie mojego pobytu w Stanach miałam również okazję zobaczyć następujące miasta i miejsca: Las Vegas,
Nevada - The Strip; Los Angeles, California - Hollywood, Beverly Hills, Disneyland czy Universal Studios; San Francisco, Kalifornia - Alcatraz, Golden Gate Bridge and Japanese Tea Garden; San Diego, Kalifornia - Zoo, Wild Animal Park, Sea World, Balboa Park, Legoland; Miami, Florida - South Beach, Monkey Jungle, Seaquarium; New York, New York State - Manhattan, Empire State Building, Times Square, Central Park, Statue of Liberty. Wszystkie tak różne od naszych, europejskich!Podczas tych podróży poznawałam ludzi z całego świata. Dzięki tym właśnie znajomościom odwiedziłam Irlandię, Szkocję, Szwecję i Włochy. Miałam również okazję gościć moich przyjaciół u siebie. Dało mi to możliwość pokazania im, jak wygląda życie w Polsce, pochwalić się naszymi wspaniałymi zabytkami i zapoznać ich z wielowiekową historią naszego kraju. W ten sposób podróże nie tylko po Stanach Zjednoczonych, ale również po Europie, otworzyły przede mną i moimi przyjaciółmi drzwi do poznania wielu nowych nowych kultur.
Czas wolny i rekreacja
Wzbogaciłam się tu nie tylko w otwartość na ludzi i wiedzę na temat nowych kultur, ale także ciekawych hobby i sportów. A przynajmniej mogłam o wiele z nich „zahaczyć”. Próbowałam surfingu, slackliningu, aerojogi, wall climbingu oraz wielu innych ciekawych zajęć ruchowych. Muzea takie, jak Museum of Modern Art, Museum of Photography, Science Center czy też Natural History Museum pozwalają mi na
aktywne spędzanie czasu, a zarazem poszerzają wiedzę o otaczającym świecie. Wszechobecne parki z bujną roślinnością oraz wiele nadmorskich miejscowości umożliwiły mi rozwijanie się w mojej ulubionej dziedzinie: fotografii. Bez problemu odnajduję niezwykłe lokalne rośliny, czy też typową dla danego regionu architekturę. Pobyt w Stanach umożliwił mi spełnienie niektórych marzeń z dzieciństwa. Jednym z nich było zobaczenie wielorybów w ich środowisku naturalnym. W zasięgu ręki miałam też delfiny. Byłam bardzo podekscytowana, kiedy karmiłam je, głaskałam i naśladowałam sygnały, na jakie reagują delfiny białuchy, czyniąc swoje sztuczki.
Lekcja życia
Wyjazd ten otworzył mi oczy na świat. Zrozumiałam, że jest tyle rzeczy i miejsc do zobaczenia, że jedno życie nie wystarczy. Dlatego staram się korzystać z każdej chwili i czerpać jak najwięcej z tego, co przynosi. Uświadomiłam sobie, że mogę się wiele nauczyć od ludzi, którzy mnie otaczają. Podróż ta była niewątpliwie podróżą mojego życia, która nie tylko zapisze się na zawsze w mojej pamięci, ale także zmieniła mnie samą. Zawarte przyjaźnie pozostaną we mnie na zawsze. To, czego się tu nauczyłam, zaowocuje bez wątpienia w nieznanej mi jeszcze mojej przyszłości.















