Pracując w Kancelarii Radcy Prawnego jako sekretarka, zostałam poinformowana, że za chwilę przyjdzie dziewczyna z Kanady, która przyniesie mi ważne dokumenty, związane ze sprzedażą jej mieszkania. Była to znajoma mojego szefa, która po wręczeniu mi swoich dokumentów zaczęła mnie wypytywać, czy to, co robię, podoba mi się... Odpowiedziałam, że mam większe ambicje, tym bardziej, że z zawodu jestem nauczycielką ze specjalizacją w nauczaniu wczesnoszkolnym. Nigdy jednak nie ubiegałam się o pracę w szkole, mimo, iż kontakt z dzieciakami daje mi dużą satysfakcję. Powiedziałam jej też, że bardzo chciałabym lepiej znać angielski. Ona zaproponowała mi, żebym wyjechała do Kanady lub USA na kurs angielskiego. Niestety, trochę by to kosztowało, a ja nie chciałam wydawać swoich oszczędności na roczny kurs. Wówczas usłyszałam: "A co z pracą i nauką jako Au Pair?".
Nie zastanawiając się długo, znalazłam biuro Au Pair in America w Warszawie. Mimo, że miałam już prawie 27 lat (dopuszczalny zakres wiekowy Au Pair to 18-26), z zakwalifikowaniem się do programu nie miałam żadnych problemów. Rozmowa kwalifikacyjna w języku angielskim też przebiegła w miłej atmosferze... choć przyznam się, że poszłam na nią dopiero po 2 miesiącach, bo chciałam najpierw mój „zardzewiały” angielski trochę odświeżyć.Załatwienie dokumentów zabrało mi około 2 tygodni i ledwo się obejrzałam, a już w środku nocy miałam telefony od rodzin z USA! Dreszczyk emocji zaczął mi towarzyszyć każdego dnia. Pierwszej pobudki nie zapomnę do końca życia. Pewnien tata skarżył się przez telefon nieco podniesionym głosem, ze ma już dosyć swoich dzieci i potrzebuje kogoś do pomocy, kto ich czymś zainteresuje i kto będzie je także wychowywał! ;-) Odpowiadałam tylko: „tak, tak, tak, rozumiem”, ale, szczerze mówiąc, niespecjalnie mnie zachęcił... Po kilku dniach zadzwoniła do mnie jednak kobieta z Waszyngtonu DC, mówiąc, że ma dwóch przeuroczych chłopców, w wieku 18 miesięcy i 3 lata. Powiedziała, że przeczuwa, że to ja właśnie jestem tą odpowiednią osobą dla jej synów. Powiedziała też, że potrzebuje pomocy przy opiece nad nimi, bo mimo, że nie pracuje, to jej mąż – prowadzący własną firmę - wraca zazwyczaj dość późno do domu. To była intuicja! Nie wiem, co mnie przekonało, ale zgodziłam się od razu. Termin wyjazdu okazał się dość bliski, więc po tygodniu byłam już w ambasadzie, składając dokumenty wizowe, a po trzech tygodniach - w USA!
Pierwsze dni za Wielką Wodą
Szkolenie w Nowym Yorku pozwoliło mi zaprzyjaźnić się z trzema dziewczynami, z którymi mam kontakt do dziś. Muszę przyznać, że początkowo trochę obawiałam się, czy sprostam oczekiwaniom rodziny itp. Tłumaczyłam sobie jednak, że muszę osiągnąć swój cel i zostać w USA przez cały rok, tak, jak sobie zaplanowałam. Na pewno nie zawsze jest łatwo, ale kto powiedział, że będzie? Tym bardziej, ze życie i tak sprawia niespodzianki, i to w końcu nie tylko te mile oczekiwane. Tymczasem było jednak całkiem miło. Hotel, w którym mieszkałyśmy podczas szkolenia, miał basen i siłownię, a także dobre, trochę „meksykańskie” jedzenie (które bardzo lubię!), co dodatkowo umilało mi ten czas.
Ze Stamford, po 4-dniowym szkoleniu, udałam się pociągiem do Washington DC, gdzie dojechałam późnym wieczorem. Na dworcu czekał na mnie Host Father, z kartką, na której widniało moje imię i nazwisko. Z początku nie wiedziałam, jak mam się zachować, wydawało mi się, że po prostu trzeba podać rękę, ale on mnie serdecznie uścisnął na przywitanie. „Jest ok!”, pomyślałam.
Po 25 minutach dojechaliśmy na miejsce. Dzieci już spały, natomiast czekała na mnie Host Mother, z którą jeszcze około pół godziny rozmawiałam, zanim poszłam spać.Rankiem, ok. 8:00 obudził mnie 3-letni chłopiec, który wtargnął do mojego pokoju, mówiąc: "Wstawaj, moja mama czeka na Ciebie i potrzebuje Cię, żebyś się nami zaopiekowała". Byłam trochę zaskoczona, ale po chwili okazało się, że Host Mother nic nie wiedziała o tym, że jej synek
postanowił zrobić mi pobudkę!;-)
Początki nie były łatwe, ale ja byłam od początku nastawiona, że „nie od razu Kraków zbudowano”. Głównym problemem była dla mnie bariera językowa, jednak przebywając cały czas z rodzina i z dziećmi uczysz się na bieżąco, szybko i automatycznie, tak, że wkrótce ten „kłopot” zaczyna po prostu znikać.
Stolica Stanów Zjednoczonych ma dużo plusów. Wstęp do większości muzeów i galerii, w tym również na słynny Capitol oraz Monument, jest darmowy! Poza tym – wspaniały krajobraz, ciekawa zabudowa i ten fantastyczny gorący klimat, którego tak często brakuje mi tu, w Europie. Od marca do listopada nie były mi potrzebne żadne swetry!

Z „Monsters”, jak nazywałam moich dwóch chłopców, zaprzyjaźniłam się już po tygodniu. Dzieciaki potrzebowały po prostu kogoś, z kim będą mogły się bawić. Dodatkowo gotowałam dla całej rodziny (mimo, że nie musiałam). Weekendy miałam wolne, a w tygodniu pracowałam codziennie ok. 9 godz., czyli nie więcej, niż maksymalnie przewidują zasady programu. Szczerze mówiąc jednak, po 6 miesiącach wynegocjowałam sobie z rodziną system ośmiogodzinny. Miałam również płatne godziny nadliczbowe, ponieważ rodzice lubili wychodzić w piątki do restauracji, czy też na jakieś „party” w weekend. Płacili mi wówczas 10 $ za godzinę, co mnie najzupełniej satysfakcjonowało, zwłaszcza, że dzieci najczęściej już spały, a ja mogłam robić to, co chciałam, tyle, że byłam w domu i zaglądałam do nich od czasu do czasu.
Mieszkałam w Georgetown, więc do centrum mogłam dojechać nawet na rowerze. Najbliższa stacja metra oddalona było ok. 3 km na piechotę (prawie godzinny spacerek), ale chodziłam tam dość często, aby potem wygodniej zwiedzać DC.Po tygodniu zostałam „przetestowana” przez moją Host Mother, jak to jest z tą moją jazdą samochodem. Dostałam wielkiego Jeepa, oczywiście „automatic” i... Host Mother stwierdziła, że jeżdżę lepiej, niż ona! Od tej pory mogłam więc, dwa razy w tygodniu, wziąć samochód i pojechać sobie sama do centrum.
Nauka i wczasy
Do szkoły, na dodatkowy kurs angielskiego, poszłam po 3 tygodniach pobytu, zgodnie z tym, co na samym początku powiedziałam mojej „nowej rodzinie”: że komunikacja z dziećmi, a także z nimi samymi, jest dla mnie bardzo ważna. Kurs opłacony został w całości przez rodzinę. Trwał ok. 2,5 miesiąca, a zajęcia odbywały się od poniedziałku do czwartku, od 18:00 do 20:30. Najpierw musiałam przejść test kwalifikacyjny, ustny i pisemny. Z dziesięciu dostępnych poziomów zaawansowania, zaczęłam w końcu od 4-tego. W szkole poznałam zaś fajnych nauczycieli i nawiązałam nowe kontakty, które trwają do dziś!
Zarówno Host Mother, jak i znajomi, pokazywali mi okolice i sklepy, w których warto kupować. Było to bardzo miłe. Z moją Host Family jeździłam także na wczasy - oczywiście dla mnie była to również praca, jednak, jak zawsze, połączona z odpoczynkiem. Z moją Host Family starałam się zresztą mieć jak najlepszy kontakt. Zdarzały się wprawdzie również i „napięte sytuacje”, jednak rozwiązywaliśmy je w ekspresowym tempie. Tłumaczyłam sobie wtedy, że w końcu w każdej rodzinie mają czasami miejsce jakieś konflikty.Gdy przychodziły dni tęsknoty za rodziną w Polsce, przyjaciółmi itd., pocieszałam się tym, że czas płynie tu szybko, a ja chcę jeszcze duuużo zobaczyć, żebym miała o czym opowiadać po powrocie! Pomagało.:-)
Po półrocznym pobycie zrobiłam amerykańskie prawo jazdy, ponieważ międzynarodowe ważne było tylko pół roku. Jak się okazało, nie było to trudne. Pytania można było ściągnąć z internetu (a jest ich tylko 120), jeśli zaś umiesz już jeździć (co potwierdza twoje krajowe prawo jazdy), to nie musisz już zdawać „praktyki”, czyli jazdy na mieście.
Zorientowałam się także, ze najkorzystniej i najtaniej jeździ się autobusami z Chinatown, czy to do Bostonu, czy Nowego Jorku – ok. 30 $ tam i z powrotem! Jeździłam sobie więc do N.Y. raz w miesiącu.
Zostaję na drugi rok!
Planowałam tylko roczny pobyt w USA, ale przedłużyłam sobie kontrakt na 2 lata. Po pierwszym roku zastanawiałam się wprawdzie, czy kontynuować pracę u tej samej rodziny, czy też poprosić Au Pair in America o zmianę. Jedną z przyczyn było to, że Host Mother dużo przebywała w domu, co sprawiało, że trochę „hamowałam się” w zabawie z dziećmi. Dzieciaki uwielbiały bowiem, jak tańczyłam, czy robiłam głupie miny itp. Jednak przypuszczam, że ich mama mogła chyba troszeczkę przeżywać to, że z miesiąca na miesiąc dzieciaki coraz bardziej wolały spędzać czas ze mną, niż z własnymi rodzicami. Starałam się więc nie "przesadzać". Zwłaszcza, że w weekendy moje „Monsters” również wołały mnie i dopytywały się, dlaczego się z nimi nie bawię. Trzymałam się wtedy twardo i odpowiadałam, że „dzisiaj mam wolne”. Wiedziałam bowiem, że jeżeli choć troszkę się z nimi pobawię, to będę to robić już w każdy weekend.W sumie warto jest wszystko to ustalić na samym początku z rodziną – zwłaszcza kwestie czasu wolnego, ale także przygotowywania i spożywania posiłków. Nie każdy czuje się przecież swobodnie, gdy w kuchni ktoś mimowolnie „patrzy nam na ręce”. Aby uniknąć stresu tego rodzaju, czasami postanawiałam nawet spokojnie zjeść... we własnym pokoju.
Po 9 miesiącach moja Host Family zapytała mnie jednak o kolejny rok i zaoferowała nowe, lepsze warunki. A wiec: 12 $ za nadgodziny, samochód tylko do mojej dyspozycji oraz pokrycie kosztów dwóch kursów zaawansowanego angielskiego (500$ starczało tylko na jeden kurs, na który wcześniej uczęszczałam). Zgodziłam się!Myślę, że dla wielu osób wyjazd na program Au Pair to początkowo „skok na głęboką wodę”. Niektóre dziewczyny oczekują, że to ktoś czasami zaopiekuje się nimi. Nie wszystkie mają też wspaniały kontakt ze swoją Host Family. Ja jednak starałam się, aby moje prawa przestrzegane były zarówno przez dzieci, jak i rodziców.
Podróże i... zaręczyny!
Przysługujący mi 2-tygodniowy urlop zaplanowałam z pomocą Host Mother. Skorzystałam z oferty biura SunTrek (jeśli dobrze pamiętam nazwę). Słyszałam bowiem, że wiele au pair podróżowało z tym biurem. Ja wybrałam sobie wycieczkę wokół Kalifornii, która kosztowała mnie ok. 1200 $, wraz z wykupieniem sobie biletu do San Francisco – miasta, gdzie rozpoczynał się mój American Dream:-)
Podczas pobytu w USA poznałam dobrze Nowy Jork, Boston, Kalifornię i Florydę. Poza tym, byłam z moją Host Family na Hawajach! Zdecydowanie zachęcam do podróżowania z rodziną, jeżeli jest taka możliwość. Mimo tego, ze pracowałam wówczas również po ok. 8 godzin z dziećmi, to jednak moje oczy mogły nacieszyć się fantastycznymi widokami, a czas wolny mogłam przeznaczyć na korzystanie z lokalnych atrakcji. Oczywiście, wiele rodzin marzy o tym, aby au pair mogła być z nimi 24 godziny na dobę. Pracy z dziećmi jest zawsze dużo, jednak ja zawsze starałam się znaleźć we wszystkim pozytywne strony.Mimo, że kontrakt miałam na 2 lata, to do Polski wróciłam w końcu 3 miesiące wcześniej, ponieważ... zaręczyłam się! Mój narzeczony, z pochodzenia Niemiec, odbywał właśnie w USA ostatni rok studiów. Moja Host Family rozumiała naszą sytuację. Do tej pory mamy kontakt i cały czas dopytują się, kiedy będzie nasze wesele, bo planują przyjechać na tę uroczystość do Europy!
Dobra rada na koniec
Jeżeli miałabym udzielić jakichś rad osobom, które chciałyby skorzystać z programu Au Pair, to – po pierwsze - aby nie nastawiały się tylko na przyjemności. Niektóre dziewczęta, które oczekiwały zbyt wiele, szybko się rozczarowywały i nie wytrzymy- wały „aklimatyzacyjnych” trzech miesięcy (czyli czasu, kiedy można wrócić do swojego kraju, nie płacąc za bilet powrotny). Po drugie jednak, osobiście, bardzo polecam wzięcie udziału w programie Au Pair in America, ponieważ jest to wspaniałe, wielkie doświadczenie, pełne naprawdę niepowtarzalnych wspomnień!















